back to childhood/ Szarbsko

Stworzenie dla Was i dla nas tego wpisu jest dla mnie czymś wrecz niesamowitym. Miejsce do którego teraz zabieram Zoe wieś Szarbsko, była najlepszym czasem mojego dzieciństwa. Kiedy ona jest taka mała i mogę jej opowiadać co ja robiłam w tym miejscu będąc takim samym dzieckiem, sprawia mi ogrom radosci. Pozwala mi znów na chwile poczuć się dzieckiem.

Cudowne wspomnienie mamy która robiła najlepsze posiłki, taty który nosił nam cała wyprawkę nad rzekę. Opowieści mojej babci o tym jak za jej czasów w tej wsi straszyło.

Zoe pójdzie za mną na koniec Świata i chociaż to nie jest jego koniec, wchodziła ze mną nawet w pokrzywy by zobaczyc stara remizę w której robiliśmy dyskoteki. Szukała ze mną kamienia na którym całowałam się ze swoją pierwsza nastoletnią miłością. I chociaż ta miłość była największym zawodem w historii dzieciecych miłości, to nadal wspominam ten czas beztrosko i wspaniale. Nadal patrząc na gwiazdy pamietam jak za każdym razem spadającej gwiazdy (nigdzie nie spada tyle gwiazd co tam, najpiękniejsze niebo nocą jakie widziałam) wypowiadałam jedno marzenie o młodzieniaszku którego imie zaczynało się na M :-))

Pokazalam jej drogę polną na którą chodziłam sama prawie codzienne by moc śpiewać swój repertuar tak by nikt nie kazał robić tego cieszej. Bialą górę która prowadzi nad Pilicę, z tej samej gory zbiegałam i wbiegałam po stokroć, a teraz zastanawiam się skąd ja brałam na to sile :-))). Jabłoń gdzie kradło się jabłka u najbardziej surowego z mieszkańców, bo w strachu zawsze lepiej na kradziejke. Las w którym graliśmy nasza wielka ekipa w podchody. Kapliczkę do której zanosiłam kwiaty zerwane z pola.

Pokazałam jej wszystko co zostało po tamtych dobrych czasach, ale wiele pokazac nie mogłam. Bo wieś już nie jest ta wsią ktorą była kiedy ja byłam mała.

Zostala jedna krowa, pare kur i psy co w budzie szczekają…. na cała wieś nie ma już niczego wiecej. Pamietam jak jeden z gospodarzy miał z piętnaście krów, trzydzieści swin. Po szosie chodziły gęsi przed którymi uciekaliśmy aby nas w tyłek nie uszczupły. Sąsiad hodował zające.  To był urok jakiego nie miało inne miejsce nigdy w moim życiu.

A wieczorem kiedy każdy zjadł kolacje wieś zaczynała nocne życie. Żyła śmiechem, rozmowami, śpiewem dzieci…. a teraz zostaje cisza. Każdy zamyka się w swoim Świecie. Nie ma już ludzi na ławkach, sąsiedzi bardziej się nie lubia, aniżeli lubia. Nie ma dzieci, bo kto teraz zabiera dzieci na wies??? Tam już nawet nie ma miejscowych szkrabów, mam wrazenie ze każdy uciekł z tego miejsca, do miasta, do lepszego lżejszego zycia. Ale czy może istnieć ten Świat jak wsi już całkiem nie będzie i zostaną tylko domki letniskowe?

Taka szkoda, ze ten Świat się tak zmienia… niekoniecznie na lepsze.  Jestem rozczarowana moja wsią, ale nigdy nie rozczaruje się jej wspomnieniami.

 

 

3 odpowiedzi do “back to childhood/ Szarbsko”

  1. Też jeździłam na wieś i też niestety ta wieś nie jest już taka sama. Czytając Twój wpis odżyły wspomnienia. 🙂 Rok w rok jeździłam do babci i nie chciałam wracać, bywało, że po miesiącu błagałam rodziców, żeby zostać na kolejny. 😉 Teraz też nie ma tam już praktycznie dzieci ani młodzieży, wszyscy oprócz starszyzny poszukali szczęścia w miastach. Nawet babcia przeprowadziła się do naszego miasta, bo samotne mieszkanie z daleka od rodziny stało się dla niej uciążliwe ze względu na wiek. Nawet jeśli nasze dzieci spędzą tam czas to nie będzie już tam 20 innych dzieciaków, z którymi mogłyby po tej pięknej wsi biegać.. Dziękuję Ci za ten wpis, będę miała dzień pełen wspomnień. 🙂 Hmm, chyba też odwiedzę babcię i zapytam czy nie ma ochoty pojechać ze mną na stare śmieci, bo na pewno jest tam teraz pięknie. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *